Partyzancka Białoruś – Smrzovka 2011

Smrzovka to mała, czeska miejscowość położona w Górach Izerskich. Oferuje przede wszystkim wspaniałe tereny do pieszych wędrówek, jazdy na rowerach oraz trasy narciarskie. Trochę zaskakuje, że takie miejsce może być również interesujące dla miłośników militariów. Wszystko za sprawę muzeum pojazdów wojskowych, stworzonego wiele lat temu przez prawdziwych pasjonatów militariów – Jaroslava Janouska i Milana Klofata.

Muzeum jest również organizatorem pokazów militarnych, które w Smrzovce odbywają się co najmniej dwa razy w roku. Pod względem rozmachu oraz ilości prezentowanych pojazdów są one mniejsze niż „Tankovy Den" czy „Cihelnia", ale także są interesujące. W dodatku impreza odbywa się niedaleko polskiej granicy (około 40 kilometrów od Jakuszyc), co jest istotne z naszej perspektywy.

I właśnie 22 października 2011 r. w Smrzovce odbyły się pokazy pod nazwą „Partyzancka Białoruś". Scenariusz pokazów był dość prosty – odtworzone zostały walki z udziałem oddziału partyzanckiego na Białorusi. Najpierw kolumna niemieckich żołnierzy została zaatakowana z zasadzki przez partyzantów. Po początkowym zaskoczeniu Niemcy przeszli do kontrataku i rozbili przeciwnika. Na tym jednak nie koniec. Ostatnie słowo należało do Armii Czerwonej, której oddział wraz z partyzantami ponownie zaatakował i tym razem rozbił Niemców w puch i pył.

Oprócz członków grup rekonstrukcyjnych odtwarzających strony biorące udział w tej potyczce w pokazach wykorzystano kilka ciekawych pojazdów. Największym był czołg T-34/85, który zadał ostateczny cios Niemcom. Oprócz tego czerwonoarmiści używali także samochodu Dodge WC-51 (z Maksimem na pace). Po stronie niemieckiej był transporter półgąsienicowy Sd.Kfz 251 (tzn. OT-810 ucharakteryzowany na pojazd Wehrmachtu), samochód terenowy Kubelwagen, motocykle BMW oraz samochód Framo 501 (w rzeczywistości był to enerdowski Barkas, którego konstrukcja bazowała jednak na pamiętającym czasy II wojny światowej Framo).

Dużym plusem pokazów było to, że odbywały się one na niewielkiej przestrzeni i cała akcja była doskonale widoczna dla każdego widza. Minusem było natomiast to, że pokaz był krótki (około 50 minut). Osobiście miałem też wątpliwości czy w czasie pokazów niezbędne było aż dwie egzekucje (najpierw Niemcy rozstrzelali wziętych do niewoli partyzantów, a potem Rosjanie podobnie potraktowali jeńców niemieckich). Rozumiem, że chodziło o pokazanie, że wojna na Ost Froncie była wyjątkowo bezwzględna, a obie strony okazywały sobie pogardę. Ale ten pokaz oglądało wiele dzieci (także wycieczki szkolne), które nie bardzo rozumiały o co w tym wszystkim chodzi.

Oprócz pojazdów biorących udział w pokazie, w Smrzovce można było obejrzeć pojazdy należące do pasjonatów militariów, a przede wszystkim samą muzealną kolekcję. A jest ona bardzo ciekawa i obejmuje kilkanaście pojazdów z okresu II wojny światowej oraz kilka powojennych. Najciekawsze są niewątpliwie brytyjskie czołgi Cromwell, Comet i Chariotter. Październikowe pokazy były ostatnią okazją aby obejrzeć Cometa, który po zakończonym remoncie trafi do muzeum w Lesanach (kolejny czeka na remont, ale to zajmie pewnie wiele miesięcy).

Smrzovke gorąco polecam wszystkim fanom militariów. Zarówno pokazy, jak i samo muzeum. Jest to bardzo ciekawe miejsce, które oferuje wiele atrakcji (nie tylko militarnych).

Tekst: Przemysław Skulski

Zdjęcia: Kuba Skulski, Przemysław Skulski