Baranowicze

Właśnie wróciłem z kolejnej, tym razem krótkiej, przejażdżki po Kresach II RP. Jednym z celów, jaki sobie postawiłem, to znalezienie i opisanie pomnika „trzech pochodów". Poniżej przedstawiam krótką relację.

Jadąc drogą M-1 z Brześcia na Mińsk mijamy Baranowicze. Miasto, choć nie ma zbyt długiej historii odgrywało w niej istotną rolę, głównie w pierwszej połowie XX wieku. Przez tereny wokół Baranowicz przechodziły wojska walczące w I-wszej wojnie światowej. To tutaj na dłuższy czas ustabilizowała się także linia frontu. W tym właśnie czasie zaczęły powstawać pierwsze fortyfikacje. Po wojnie Baranowicze znalazły się w Polsce. Jednymi z pozostałości wojennych były liczne bunkry betonowe i umocnienia ziemne. Początkowo w latach dwudziestych wiele z nich zostało rozebranych przez miejscową ludność. Władze początkowo nie miały pomysłu na ich wykorzystanie. Jednak pod koniec lat dwudziestych i przez lata trzydzieste trwały prace zabezpieczające stare umocnienia oraz wdrożono program ich modyfikacji i budowy nowego systemu fortyfikacyjnego. Tak jak w innych przypadkach system obronny miał wykorzystywać lokalne warunki terenowe i wplatać w nie elementy fortyfikacji. Obszar Polesia ze względu na dużą ilość rzek, błot i mokradeł był stosunkowo łatwy do obrony. Jednak pewne miejsca wymagały dodatkowych prac. Takim właśnie obszarem był Baranowicki Rejon Umocniony, leżący na pograniczu Polesia i Nowogródczyzny. W skład fortyfikacji Rejonu wchodziły przebudowane bunkry pierwszowojenne i nowe, zbudowane w latach trzydziestych. Na rzece Szczarze zbudowano szereg jazów i innych obiektów inżynieryjnych, przy wykorzystaniu których można było zalewać znaczne połacie terenu. Do tego dochodziły umocnienia ziemne. Część z bunkrów miała być dozbrojona. Niestety ogólna sytuacja spowodowała, że prace nad umocnieniami zostały praktycznie na początku 1939 roku przerwane. Umocnienia Baranowickie tak jak inne w Europie praktycznie nie były wykorzystane w czasie działań w 1939 roku. Wkraczająca na teren Polski armia sowiecka nie napotkała tu żadnego oporu. Umocnienia zostały wykorzystane częściowo przez Niemców w 1944 roku.

Powróćmy jednak do Pomnika i samej podróży. Baranowicze omijamy jadąc obwodnicą. Zjeżdżamy na Nowogródek i po kilkunastu kilometrach dojeżdżamy do Arabowszczyzny. Przed pierwszymi zabudowaniami wioski skręciłem w prawo i dalej jazda drogą terenową (potem mi powiedziano, że to praktycznie droga dla traktorów, ale jakoś dało rady przejechać). Minąłem cmentarz prawosławny na wzgórzu za wioską. Dalej warto zacząć się rozglądać po okolicy. Po przejechaniu kilkuset metrów w lesie po prawej stronie jest – pierwszy bunkier. Wysiadam, przede mną łąka i las. Ale żeby do niego się dostać trzeba przeskoczyć przez rów melioracyjny. Przygotowanie do skoku i ... zapomniałem, że jestem na Polesiu. Rów, rowem, ale za nim było małe bagienko. Kąpiel w grudniu w poleskim błotku nie należy do wielkich przyjemności. Ale cóż stało się. Szkoda czasu na przebieranie, idę do lasu. Znajdują się tu dwa pojedyncze bunkry. Powrót do samochodu. Jadąc dalej drogą widzę kolejne bunkry na skraju lasu. Wreszcie w oddali pojawia się Pomnik.

I tu kilka sprzecznych informacji. Niektóre źródła podają, że został zbudowany pod koniec lat 20-tych. Miejscowi, których spotkałem, mówią że w połowie lat trzydziestych. Pomnik podobno odsłaniał sam Marszałek Józef Piłsudski. Jak mówi legenda w tym miejscu Piłsudski został ocalony przez Żyda Lickiewicza w czasie ucieczki przed bolszewikami. Piłsudski przebrał się w damski chałat żony Lickiewicza i po przejściu niebezpieczeństwa Lickiewicz przeprowadził komendanta do jego oddziału. W nagrodę Piłsudski podarował Żydowi wileńską sukmanę, a po kilku latach przysłał upoważnienie na stały wstęp do Belwederu. Po jego przyjeździe do Warszawy Piłsudski, już wtedy Naczelnik Państwa, podarował mu pieniądze, za które ten wystawił młyn parowy. Ale legenda jak legenda, podchodźmy do niej z pewną rezerwą.

Podstawę pomnika stanowi wielobryłowy blok. Wystają z niego elementy, na których zamocowane były od czoła dwa miecze, z boku zaś napis: „Pamięci trzech pochodów Polaków (i wybawieniu Komendanta ?)". Trzy pochody to polskie wyprawy na wschód. Pierwsza w 1604 r. zakończona osadzeniem na tronie carskim Dymitra Samozwańca. Druga w 1812 r. wyprawa Napoleona Bonaparte, w której brały udział polskie oddziały. Trzecia obejmuje walki w czasie wojny polsko-bolszewickiej 1919-1921. Jeden z miejscowych Polaków twierdzi, że był tam także napis: „Przejdziemy góry, doliny i wały dla ciebie Polsko, dla twojej chwały". Na bloku znajduje się polski orzeł , odpoczywający pod trzema krzyżami. Napisy zostały usunięte po wojnie. Jedni miejscowi mówią, że było to celowe działanie inni, że po prostu wandalizm. Pomnik jest w całkiem przyzwoitym stanie, chociaż warto by pomyśleć o pracach renowacyjnych. Poza spękaniami i lokalnymi ubytkami związanymi z oddziaływaniem warunków atmosferycznych można na nim znaleźć liczne ślady po kulach.

Niedaleko w lesie znajdziemy kolejne umocnienia. Tym razem to kompleks bunkrów, połączonych podziemnym przejściem. Nad wejściem do głównego obiektu, który próbowano intensywnie niszczyć, znajdziemy słowa pochodzące z Roty, której autorką słów jest Maria Konopnicka : „Twierdzą nam będzie każdy próg". Bunkry jak inne są raczej w dobrym stanie. Widoczne elementy do mocowania stalowych śluz i klap oraz uzbrojenia. W niektórych znajdziemy zniszczenia od wybuchów. Jeżeli chodzi o powojenne losy umocnień, to były różne. Część obiektów pozostała. Według miejscowych niektóre zostały przewrócone do wcześniej wykonanych wykopów i zakopane. Niektóre podobno wysadzono.

Na tym kończę to opowiadanie, choć chciałbym dodać kilka słów. Prosili mnie o to miejscowi Polacy. Ze znajomością języka polskiego jest wśród nich różnie. Najstarsze pokolenie mówi i pisze po polsku, młodsi mówią z wyraźnym akcentem. Inni mówią „po tutejszemu" czyli mieszanką: polsko-białorusko-ukraińsko-rosyjską. Jeszcze inni języka przodków nie znają. Biorąc pod uwagę, że rusyfikacja była i jest prowadzona na tych terenach od połowy XIX w. (z przerwą w okresie dwudziestolecia międzywojennego) to i tak dobrze, że tak wielu mówi, a praktycznie wszyscy rozumieją. Wielu z miejscowych przyjeżdża do Polski, niektórzy aby się uczyć, większość żeby sobie dorobić, inni jadą w odwiedziny do krewnych i znajomych. I tu w kraju ze względu na język często spotykają się z określeniem „Ruski". Rozmawiając z naszymi rodakami często mówią, że na Białorusi są traktowani jak „Polacy" (to wiąże się z pewnymi utrudnieniami w życiu), a w Polsce jak „Ruscy". Myślę, że w kontaktach z gośćmi zza Buga powinniśmy wykazywać trochę więcej wyrozumiałości.

Praktyczne informacje:

Jak dojechać do..

Adresy i namiary