HMS "BELFAST"

Rozochocony wrażeniami z RAF Museum w Hendon postanowiłem zrealizować kolejne marzenie sprzed lat kilkunastu – 15 lat temu podczas mojej pierwszej wizyty w Londynie z zachwytem i zaskoczeniem stwierdziłem na Tamizie obecność najprawdziwszego krążownika z II Wojny Światowej – HMS Belfast. Okręt zakotwiczony był na wysokości Tower of London zaraz obok słynnego Tower Bridge. Ponieważ czas – i niestety fundusze - miałem wtedy bardzo ograniczone, więc i na zachwycie się skończyło. Na stacjach metra w tym czasie prezentowane były plakaty reklamujące muzeum, pod znamiennym tytułem „Heavy Metal 1944!".

Lata minęły – i wreszcie stanąłem na pokładzie tego wspaniałego okrętu.

HMS Belfast zwodowany został w 1938 roku w ramach tzw. trzeciej serii Town. Wszedł do służby tuż przed wybuchem II Wojny Światowej – w sierpniu 1939 roku. Wraz z siostrzanym HMS Edinburgh stanowił najpotężniejszy typ lekkiego krążownika w brytyjskiej Royal Navy - 11 500 ton wyporności, 187 metrów długości, 12 armat 152 mm w czterech wieżach, 8 armat 100 mm oraz 12 dział szybkostrzelnych Boforsa. Cała ta masa stali była w stanie osiągnąć prędkość 32 węzłów – tyle, co wprowadzane ówcześnie do służby szybkie niszczyciele. Okręt ten przez 24 lata w zaszczytny sposób pełnił służbę na morzach i oceanach – od tras konwojowych w dalekiej Arktyce po Ocean Spokojny. Okręt wsławił się, jako uczestnik ostatniej klasycznej bitwy morskiej, jaką stoczyły jednostki Royal Navy – w Boże Narodzenie 1943 roku doszło do starcia bliskiej osłony konwoju JW-55B z niemieckim pancernikiem "Scharnhorst". Zespół brytyjskich krążowników, HMS "Belfast", "Norfolk" i "Sheffield" przez kilka godzin bronił niemieckiemu rajderowi dostępu do statków konwoju pozwalając jednocześnie na osaczenie napastnika przez okręt liniowy HMS "Duke of York". W efekcie tzw. bitwy koło Przylądka Północnego "Scharnhorst" został zatopiony. Od sierpnia 1945 roku do sierpnia 1952 roku HMS Belfast operował na Oceanie Spokojnym biorąc udział w wojnie koreańskiej.
W 1963 roku okręt przeniesiony został do rezerwy, zaś od września 1977 roku, jako okręt muzeum kotwiczy na Tamizie.

Okręt-muzeum... szczerze powiedziawszy chyba takiego muzeum nie dane mi było wcześniej oglądać. Do zwiedzania udostępnione jest dziewięć pokładów – w zasadzie prawie wszystkie pomieszczenia. Wchodząc na okręt mamy wrażenie spotkania z nieomalże żywym organizmem – okręt rozbrzmiewa odgłosami „życia" – a to za sprawą wielkiej ilości starannie rozmieszczonych głośników emitujących odgłosy pracy maszynerii, komendy, rozmowy marynarzy itp., Ale to nie wszystko – po wejściu do wieży artyleryjskiej uruchamia się prezentacja multimedialna dotycząca prac obsługi – aż ciężko uwierzyć, że w tej stalowej „puszce" jednocześnie uwijało się 27 ludzi. Słyszymy namiary z centrum kierowania ogniem, komendy, prace podajników amunicyjnych – a potem wielki huk wystrzałów – to wszystko w akompaniamencie dygoczącej podłogi i wydobywającego się dymu! Dalej jest równie widowiskowo – w różnych pomieszczeniach okrętowych spotykamy figury marynarzy (Madame Tussaud by się nie powstydziła...) w różnych scenkach z życia codziennego okrętu – obierają kartofle, skrobią ryby, wydają pocztę itp. W gabinecie dentysty jęk „maltretowanego" pacjenta miesza się z dźwiękami stomatologicznej „bormaszyny" – a do tego zapach!!! Kto był w takiej sytuacji – bezbłędnie rozpozna! Podobnie w szpitalu okrętowym – na sali operacyjnej zabieg w toku – i wyraźna woń eteru...

Spenetrowanie wszystkich interesujących mnie miejsc – czyli wszystkich dostępnych – zajęło mi troszkę ponad 4 godziny nieustannego dreptania, wspinania się (lub wręcz przeciwnie) i przeciskania. Sfotografowałem cały okręt! Galeria ta pozwala dosyć dokładnie zapoznać się z tym, o czym czytali wszyscy miłośnicy książek Pertka czy Flisowskiego. Drugowojenny okręt od podszewki! A największe wrażenie – no cóż – chyba maszynownia. Takiej gęstwiny rur, przewodów, zaworów, wskaźników itp. – w życiu nie widziałem. Nie miałem pojęcia, co, do czego – ale i tak marzyło mi się przekręcenie każdego zaworu! Organizatorzy muzeum byli przewidujący – każdy element ruchomy został skutecznie zabezpieczony przed ambitnymi zakusami podobnych mi pasjonatów.

Praktyczne informacje:

Zwiedzanie HMS Belfast jest płatne – bilet normalny kosztuje 14,50 GBP – i jest wart każdego funta! Okręt można zwiedzać codziennie od 10 do 18.00. Szczegółowe informacje na stronie www.iwm.org.uk/visits/hms-belfast

Adresy i namiary